Moje pierwsze cienie Miyo.



 Jakiś czas temu pokazywałam Wam cienie Miyo, które wygrałam u Karotki. Poużywałam ich przez kilka dni i wrobiłam sobie o nich zdanie. Niestety przy robieniu zdjęć jeden z cieni mi upadł ( tak się zdarza jak jest się sierotą manualną ) i troszeczkę pękł. Zdjęcia robiłam wieczorem w łazience i w dodatku telefonem, więc za ich jakoś przepraszam.


Cienie Miyo mozecie spotkać w wykończeniu matowym, metalicznym i perłowym. Kosztują coś około 5-6 złotych.


Opakowanie standardowe dla pojedynczych cieni chociaż ja zdecydowanie wolę palety gdzie wszystkie kolory trzyma się razem.


Cienie są bardzo dobrze na pigmentowane. Ich trwałość u mnie niestety zawiodła, bo po kilku godzinach znikały z moich powiek, ale przy użyciu bazy ( ja używam Ingrid ) trzymały się przez cały dzień.

Podczas aplikacji niestety u mnie nie co się osypują, ale to chyba wina moich dwóch lewych rąk.



Lavender numer 18

To mój ulubiony,ale poszkodowany cień. Jasny, lawendowy kolorek, taka typowa perła bez brokatu.Doskonale nadaje się do rozświetlenia kącika.




Viola numer 17

Ten kolor kojarzy mi się z bzami. Całkowicie matowy kolor, który ma świetną pigmentację.




Drama numer 20
Metaliczno-satynowy fiolet, którego zazwyczaj używam w załamaniu powieki.




Toxic numer 28

Tego koloru bałam się najbardziej. Jednak gdy pierwszy raz nałożyłam go na powiekę byłam zdziwiona, że aż tak dobrze "leży" doskonale posuje do moich nieco zielonych oczu.




A tak się prezentują na skórze ( to jest wersja bez bazy ):



Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tych cieniu. Są tanie, dobre i mają świetną pigmentację. Trwałość im wybaczę, bo i tak zawsze używam bazy. Jak znajdę wolny czas to z pewnością kupię sobie jakieś kolory, bo mam ostatnio obsesje na punkcie cieni i lakierów. Miyo ma bogatą paletę kolorów, wiec dla każdego znajdzie się coś dobrego.


Udostępnij ten post