Cień do powiek Madame L'ambre.



 Cześć dziewczyny, znowu troszeczkę mnie nie było, ale kłopoty ze zdrowiem nadal nie dają o sobie zapomnieć. Zapalenie okrzeli niby wyleczyłam, a od soboty znowu jakiś wirus mnie złapał. Dzisiaj się zebrałam i postanowiłam dla Was popisać. 
 O swoje "wielkie wyjście" prosił mały, niewinny cień z Madame L'ambre, który gości na moich powiekach ostatnio codziennie i niezmiennie. 


Aksamitna masa cieni zawiera talk o odpowiednim stopniu rozdrobnienia cząsteczek, co gwarantuje idealną aplikację na delikatnej skórze powiek, cienie są jedwabiście gładkie i bardzo trwałe. Formuła wzbogacona o cząsteczki naturalnego minerału – miki, powoduje że po rozprowadzeniu na powiece cieniutka powłoka koloru wspaniale rozprasza światło, makijaż wygląda świeżo i ukrywa ewentualne niedoskonałości skóry powiek.





 Mój kolor to numer 2. Na pierwszy rzut oka widać bardzo ładne tłoczenie, które aż szkoda niszczyć. Cień jest miękki, ma w sobie mieniące sie drobinki, ale nie są one typowym nachalnym brokatem. Jest dobrze napigmentowany. Przy aplikacji cień trochę się osypuje. Obecnie nie stosuję bazy i utrzymuje się on praktycznie cały dzień. Nie zauważyłam żeby z czasem blakł, nie zbiera się w załamaniu. 





 Cień stał się moim styczniowym ulubieńcem. Świetnie prezentuje się solo na powiekach.



Udostępnij ten post