Marcowy STARBOX i moje podsumowanie.


  Pokazywałam Was co prawda z opóźnienie starboxa jaki do mnie dotarł. Dzisiaj przychodze do Was z dwoma zdaniami o każdym z produktów jakie były w pudełku.  Nie wiem czy ostatnio dodałam, że zasubskrybować może każda z Was, boxy są wysyłane również do Polski, koszt wynosi  25$.

   


Cień z numerem i277 Disarray.



  Kolor niesamowicie mi się spodobał. To taki dziwny, truny do określenia odcień. Z jednej strony zwykły granat, ale czasami bardziej wpada w szarość, ma też poświatę fioletu. Cień dobrze rozprowadza się na powiece, nie osypuje się.

  Najlepiej nakłada mi się go lekko zwilżonym pędzelkiem. Próbowałam palce, ale w tym przypadku kolor nie był tak intensywny, a wręcz  wydaje się szary  i nie trzymał się powieki.  Bez bazy, ale nałożony na mokro utrzymuje się praktycznie cały dzień, ostatnio nie używam baz, a z tego cienia jestem zadowolona. Nie osypuje się w ciągu dnia. 
Jego cena to 12 $




   Szminka w kolorze Flutter p053


  Nie mój kolor, dlatego nawet nie nakładałam jej na usta (może komus innemu posłuży). Źle czuję się w tego typu odcieniach.


  Mogę jedynie powiedzieć, ze ma bardzo solidne i eleganckie opakowanie. Strasznie żałuję, że trafił mi się taki kolor.



  Tutaj nie mam czego ocenić. Dodam, że koszt wynosi 11 $


  Cukrowy scrub do ust

To produkt niespodzianka w tym pudełku. Od razu gdy tylko dostałam boxa odkręciłam mały okrągły słoiczek i przepadłam, dosłownie. Scrub ma tak piękny, waniliowy, słodki zapach, że ja, łasuch jakich niewiele byłam w siódmym niebie.  

Nie mogłabym nie wspomnieć, że produkt ma mega dobry słodziutki smak, sprawdziłam ;)


Po jego użyciu usta staja się gładkie, miękkie i aż chce się ich dotykać. Dobrze sprawdza się u mnie przed nałożeniem szminki, fajnie wygładza usta przy czym ich nie wysusza. To mój ulubiony produkt z całego pudełka, tlyko szkoda, że taki malutki. 

Jego cena to 2 $


Wydłużający tusz do rzęs.

Przeraziłam się jak go zobaczyłam. Tusz jest mega ciężki i jakiś takich dużych kształtów.


Posiadam kolor czarny i z tego co wiem tylko taki jest dostępny.



Pomyślałam, więc, że pewnie będzie mega dobry i szczoteczka mnie zadziwi, zadziwiła, bo tak ogromnej szczoty jeszcze nie miałam.

Przez pierwszych  kilka dni ciężko nam się pracowało, bo tusz wylewał się z opakowania, na szczoteczkę nabierało się go dwa razy tyle co potrzeba. Tak bywam z nowymi tuszami, a przynajmniej u mnie zdarza się to nie pierwszy raz. Po jakimś czasie tusz nie co zgęstniał, chociaż dalej dla mnie ma zbyt mokrą, żelową Konstancje, ale liczę, że jeszcze trochę się to zmieni.



Tusz faktycznie wydłuża rzęsy,  ale ma tendencje do ich sklejania. Przy drugiej warstwie potrafi je mega posklejać.  Szczoteczka jest ogromnych rozmiarów i nawet przy moim oku, które jakoś wybitnie małe nie jest potrafi narobić więcej szkody niż pożytku, a o pomalowaniu dolnych rzęs to już nie ma mowy.




Próbowałam używać go z inną szczoteczka i było o niebo lepiej. Sam tusz jest dobry, nie osypuje się, nie bleknie, ale do intensywnej czerni to mu daleko.



Tusz kosztuje 15$ i dla mnie nie jest warty ceny. Może gdyby miał inną szczoteczkę, bo ta dla mnie jest niedobra, wolę mniejsze i tyle.


zdjecie z tuszem na rzesach, same oceńcie efekt.


  Moje pierwsze pudełko i mam mieszane uczucia. Scrub to mój niekwestionowany hit z całego boxa. Cień również przypadły mi do gustu, zarówno jeśli chodzi o kolor, ale i jakoś. Szminka nie w moim kolorze, więc jestem na nie. Tusz gdyby miał inną szczoteczkę byłby lepszy. Dla mnie nie jest wart 15 $. Cena pudełka to 25 $, w sumie kosmetyki w nim znalezione są warte 39 $



Udostępnij ten post