O blogowym kryzysie, niechęci i frustracji do wszystkiego czyli dzień z życia blogerki.




 Przyznaję szczerze i bez bicia, że nie mam ochoty na nic. Za oknem piękna wiosna, słońce, ciepło, kwiatki kwitną, a ja najchętniej schowałabym się gdzieś w kącie, przykryła kocem i przeczekała kilka dni. Mam tyle pomysłów na bloga, na posty, tyle kosmetyków czeka na swoje wyjście tutaj, a ja nie mam ochoty. Jeszcze żeby to mi czasu brakowało, ale nie, jego masz aż za dużo. Nie wiem czy dopada mnie wiosenna depresja w związku z odstawieniem słodyczy, którymi objadałam się całą zimę? Chociaż chyba to nie ma z tym związku, bo nie mam na nie ochoty.  




 Zmusiłam się dzisiaj na wyjście do sklepu w poszukiwaniu butów i z fochem wróciłam do domu. Wszędzie ludzi od groma. Wszyscy tak niecierpliwie czekali na wiosnę,  a dopiero teraz tumami chodzą i buty kupują. Na samym wejściu ekspedientka mnie wkurzył, bo ledwo weszła, a już chętna do pomocy była. Później jak już potrzebowałam jej pomocy to gdzieś mi znikła. Jak jednak się zjawiła zapytałam czy jest o but w rozmiarze 38, pani od razu z uśmiechem na twarzy powiedziała, ze tak jest i pobiegła po pudełko. Wzięłam buta do ręki, założyłam i cos mnie skubany ciśnie, zdjęłam i patrze na rozmiar, a tam 37. Powiedziałam pani, że przecież chciałam 38, a ona na to, że nie ma, ale 37 wiele się nie różni, a teraz zacznie się już chodzić bez rajstop, wiec będą idealne. No szlak mnie trafił i odpuściłam sobie kupno butów.


Później poszłam do drogerii, bo  Bourjois mi się skończyły i chciałam poszukać jakiegoś innego podkładu o podobnym działaniu. Powiedziałam pani, ze chce podkład dobrze kryjący, ale stosunkowo lekki w najjaśniejszym kolorze. Powiedziałam, że coś w stylu Bourjois (opisałam efekt jaki nim uzyskuje), a ona od razu z miną jakbym jej krzywdę zrobiła, powiedziała, że oni nie mają szafy Bourjois i nie wyczaruje mi nagle ich podkładu. Heh ślepa nie jestem i od początku mówiłam, że poszukuję czegoś nowego. Poleciła mi podkład z Gosha. Wszystko super pięknie, poprosiłam czy mogę dostać jakąś próbkę żeby sobie wypróbować, a ona, że może mi teraz dać żebym sobie na twarzy spróbowała. Tylko ja na twarzy  pełny makijaż miałam, więc niby jak. Zapytałam, więc czy mogę dostać do domu jakaś małą odlewkę, a pani poleciałam do szafy Gosha i chciała mi wcisnąć tester. No sory bardzo, ale ja otwartego,  wymacanego i leżącego od x czasu nie chciałam.  Pomyślałam sobie, wiec na dobra kupię już cały i nie będę żebrała o próbki. Pani uśmiechnięta wzięła buteleczkę i poleciała do kasy, ja za nią. Zaczyna mi go już liczyć, ale widzę, że coś jest nie tak. Zapytałam czy to jest najjaśniejszy, bo wydawał mi się dosyć ciemny.  Ona na  to, że drugi w całej palecie tych podkładów, a ja na to, ze przecież przy samej szafie mówiłyśmy o najjaśniejszym, a ona mi na to, że obecnie tego nie mają.  Ja stałam z miną kota na pustyni , a szanowana pani dodała, że teraz wiosna i każdemu kolory się przydadzą, więc ciemniejszy podkład będzie na mnie świetnie wyglądał. No cholera! Podziękowałam i całkiem odpuściłam sobie dalsze zakupy.


 Wróciłam do domu i zrobiłam sobie naleśniki ze śmietaną na obiad, tak w ramach pocieszenia. Zrobiłam je na tyle grube, że zjadłam jednego i byłam peła!


 Teraz siedzę nad kosmetyczką i pudłami próbując ogarnąć wszechobecny burdel. 


Dziewczyny, skąd bierzecie siłę jak Wam się nie chce?  Skąd brać motywację, której mi brakuje?!

Udostępnij ten post