Rouge Shine Caresse od L`Oreal.



  Wczoraj wspomniałam Wam o palecie L`Oreal, a dziś mam dla Was dwie pomadki tej właśnie firmy. Jakiś czas temu powiedziałam sobie, że nie kupię nic z tej firmy, ale reklama w telewizji nakręciła mnie tak jak nowa lalka małą dziewczynkę i nie mogłam się powstrzymać. Kiedy mój wielkanocny "zajączek" zaprosił mnie na  małe kosmetyczne zakupy od razu wiedziałam, że będzie to któryś z    niestety troszeczkę się rozczarowałam, bo na blogach naoglądałam się różnych kolorów, a w Polsce dostępnych jest zaledwie osiem, o ile się nie mylę.



Opakowanie jest jak to "zajączek" określił eleganckie i ładnie wygląda w dłoni. Mnie jednak jakoś nie zachwyca, ale ogólnie to opakowania L`Oreal jakoś do mnie nie przemawiają. To, ze jest trwałe mogę stwierdzić, bo nie jeden raz mi upadło i nic się nie stało.



Stałam przy szafie  L`Oreal w Rossmannie i nie wiedziałam na jaki kolor się zdecydować. Po długich przemyśleniach wybrałam 101 Lolita oraz  200 Princess.  Mam jeszcze ochotę na 103 Marily i 402 Milady. Muszę, więc czaić się na jakąś promocję ;)



Bardzo podoba mi się aplikator, który ma kształt łezki. Jest delikatnie spłaszczony przez co łatwo aplikuje się produkt.
Pomadka nie zapewnia pełnego krycia, wiec na ustach każdej z nas może się odrobinę różnić.








Produkt jest połączenie szminki i błyszczyka. Ma przyjemny, delikatny zapach. Malując usta aplikatorem mam wrażenie jakbym nakładała  coś mokrego. Nie sklei się. Bez lusterka raczej nie polecałabym jego używania.  

   
Po nałożeniu na usta nie podkreśla suchy skórek, a wręcz pozwala je lekko ukryć, nie wysusza. Zaraz po nałożeniu kolor jest intensywny, pełny blasku. Na ustach utrzymuje się do 3 godzin, po czym na ustach zostaje delikatny kolor.  



   
Pomadka kosztuje coś w granicy 35-40 zł, ale warta jest swojej ceny. Miło mnie tym razem L`Oreal zaskoczył.

Udostępnij ten post