Różowe trio od Celii czyli trzy całkiem różne róże do policzków.

  Dzisiaj trochę o różach, które towarzyszą mi od prawie roku. Towarzyszą to złe słowo, bo nie używam ich często, więc raczej są ze mną, bo są i nic więcej. Kiedy odkryłam w osiedlowej drogerii kosmetyki Celii rzuciłam się na nie jak szalona. Tyle o ile ze szminek jestem mega zadowolona to z rózy już mniej.

 W swojej kolekcji mam trzy odcienie. Każdy róż przy zakupie wsadzony był w tekturowe pudełeczko. Cena jednego to coś około 6-8 złotych. W sklepowym oświetleniu kolory róży wydawały mi się inne dlatego zdecydowałam się kilka. Zanim przejdę do poszczególnych kolorów powiem ogólnie co o nich sądzę.


Są dosyć sypkie, przez co bardzo dobrze rozprowadzają się na skórze, nie tworząc smug i nieładnych plam, nie ciemnieją po czasie na twarzy. Mają o dziwo świetną pigmentacje, niewielka ilość daje ładny naturalny efekt, który można stopniować według uznania.  Utrzymują się stosunkowo dług, bo malując się rano wracając po 16 do domu są troszeczkę widoczne na buzi.  Z czasem mogą delikatnie blednąć. Nie wywołały u mnie uczulenia ani nie zatkały mi porów.  




Numer 3,  z tym lubimy nią najmniej. Jest to jasna brzoskwinka z milionem  drobnych błyskotek w sobie. Dla mnie jednak za dużo ma w sobie świecidełek.  

Numer 4, to ciemniejsze brzoskwiniowe wcielenie różu, nie jest całkowicie matowy, ale bardzo daje ładny efekt, bez zbędnych drobin. Na sobie jeszcze boję się  róży w brzoskwiniowych odcieniach.






Numer 5, to w moim przypadku starzał w dziesiątkę ! Z takim kolorami na policzkach czuję się najlepiej. Również nie jest całkowicie matowy, ale i tak bardzo go lubię.  









PRZYPOMINAM O ROZDANIU !

http://jestemangela.blogspot.com/2013/04/niespodziewajka-dla-kazdego-czyli_20.html




Udostępnij ten post