O kolejnej perełce od Madame L'ambre, tym razem kredka to oczu.


  Zmian szablonu ciąg dalszy. Trochę jeszcze pracy przede mną, ale mam nadzieję, że chociaż częściowo wyjdzie tak jak chce. Odnalazłam na dysku stare zdjęcia, więc postanowiłam Wam coś tutaj napisać. Kosmetyki m Madame Lambre od dawna zagościły w mojej kosmetyczce. O kredce jednak nie zdążyłam jeszcze nikomu powiedzieć. Skrywałam ją gdzieś, bo o dziwo okazała się być świetna.




Strasznie podoba mi się jej wygląd wizualny, ale to nic odkrywczego w przypadku kosmetyków tej firmy.


Ja posiadam kolor ME10 czyli czerń. Jest dostępnych dziesięć odcieni (biel, fiolety, zielenie, szarości i brązy)


  Kredka ma przyjemną miękką konsystencje, dzięki czemu świetnie sunie się po powiece.  Z łatwością można ją rozetrzeć, uzyskującą przydymione oko. Na powiece górnej trzyma się cały dzień, mimo braku bazy. Nie zauważyłam żeby wciągu dnia znikała, ścierała się czy odbijała na powiece. 
 Natomiast w powieką dolną już tak ładnie sobie nie radzi, bo schodzi po kilku godzinach, przy czym delikatnie się rozmazuje.
 Chociaż w moim przypadku ciężko o kredkę, która w tym miejscu będzie trzymała się więcej niż te 3-4 godziny. 


Z demakijażem nie ma problemu, łatwo ją zmyć. Nie „wżera się” w skórę. Dobrze się ją temperuje, nie sprawia żadnych problemów. Jej koszt to 10,20zł.

Udostępnij ten post