Kolastyna Peeling do twarzy z mikrogranulkami złuszczającymi, który nie złuszcza.



  Dzisiejszy dzień to jeden wielki koszmar.  Od rana poszukują zdjęć które zrobiłam już jakiś czas temu i chciałam napisać post. Przejrzałam mnóstwo folderów na swoim dysku i nie ma. Jakby diabeł ogonem nakrył. Od rana świeciło słońce i miałam nadzieję, że pogoda przestanie już robić sobie głupie żarty, ale nie. Przed 13 zaczęło padać i pada nadal.



Skoro już wszystko jest nie tak to przedstawię Wam produkt, który nie przypadł mi do gustu. Mowa tu o peelingu z Kolastyny, za który zapłąciłam około 7 złotych. Będą na zakupach w osiedlowej drogerii przyciągnęła mnie jego szata graficzna.  Słowa producenta- unikalna kompozycja kolagenu, elastyny i glikogenu, w połączeniu z minerałami (magnez, miedź, cynk) usprawnia metabolizm i proces dotleniania komórek skóry jeszcze bardziej mnie zachęciła. Wiązałam z tym peelingiem wielkie nadzieje.



Opakowanie ma fajny kolor (wiem, wiem kwestia gustu). Nie mam jakiegoś wielkiego problemu z użytkowaniem, więc się nie będę czepiać.

Peeling ma kremową konsystencje, w której widać delikatne drobinki. Są one na tyle delikatne, że nie robią nic. Zerowe jest tutaj peelingowanie, a rzekomo miał usuwa zanieczyszczenia oraz martwe komórki naskórka, odblokowuje pory i niweluje nadmiar sebum, pozostawiając gładki i świeży naskórek.




Po jego aplikacji skóra jest faktycznie odświeżona i gładka, ale takich suchych skórek, których chciałabym się pozbyć peelingiem nie usuwa.




Dla mnie to raczej żel to mycia twarzy niż peeling. Nie zamierzam go używać, bo babranie się w peelingu, który nie peeling uje dla mnie jest bezsensowe.

Dodać mogę, że produkt nie zapycha, nie uczula ani nie wysusz skóry, przynajmniej tak było w moim przypadku.



Udostępnij ten post