Matowa trójca czyli cienie Mariza.

  Cienie matowe do swojego makijażu wprowadziłam dosyć niedawno. Zawsze miałam jakieś, ale i uwielbiałam ich satynowe wykończenie. Zawsze też wybierałam moce kolory, ale ostatnio nie czuje się w nich dobrze i powróciłam do beży i brązów, które noszę teraz cały czas. Kiedy mogłam wybrać sobie kilka produktów do przetestowania z Marizy postawiłam na cienie. Między innymi potrójne matowe właśnie w beżowych odcieniach. 



Opakowanie pozostawia wiele do życzenia, bo jest straszne, ale z doświadczenia wiem, że jak producent zaoszczędza na opakowaniu to zawartość jest świetna. 


Cienie, które mam w kółeczku są to całkowicie matowe dwa beże i brązie. Noszę je od kilku dni not stop i widzę ich zalety jak  i wady. Mają bardzo jedwabistą Konstancje, nie są tępe ani suche. 


Cienie są niesamowicie mocno napigmentowane. Tymi trzema kolorami jestem w stanie zrobić sobie szybko i łatwo makijaż dzienny. Przy aplikacji trochę się osypują, ale tak jest w większości cieni matowych. Ja żeby sobie ułatwić delikatnie zwilżam pędzlem przed aplikacją.


Bardzo dobrze się z nimi pracuje, doskonale się blendują. Łączą się świetnie również z innymi cieniami. 

Ja od jakiegoś czasu nie używam bazy pod cienie. W ich przypadku również tego nie robię i rano nakładam je na lekko przypudrowaną powiekę. Trzymają się na niej cały dzień bez zarzutów/ Po jakiś 6 godzinach kolory są mniej intensywne, ale nadal są na swoim miejscu.



Cienie są genialne i mam ochotę wypróbować innych kolorów z matowym wykończeniem. Ich cena regularna to 15,90, ale bardzo często są w katalogowej promocji za Nawe 12 złotych. Nie mam jakiegoś dużego doświadczenia z matowymi cieniami, ale te są najlepszymi jakie miałam.


Udostępnij ten post