Liczi-arbuz, arbuz-liczi!


   Każdy dobrze wie, że Angela lubi smarować się. Tak, tak od jakiegoś czasu uwielbiam smarować się wszelkimi balsamami, masłami itp. Nie straszne mi upały i nawet wtedy nie zrezygnuję z wymaziania się czymś. Lubię jak zapach długo utrzymuje się na skórze, ale lepiej gdy dany produkt nie pozostawia tłustego filmu, bo tego to ja nie lubię. W moje łapki wpadło jakiś czas temu masło Floslek. Mając do wyboru zapachy skusiłam się na liczi-arbuz. Sama nie wiem dlaczego, bo za arbuzem nie przepadam, a liczi w życiu nie jadłam.   


Masło ma pojemność 240 ml i kosztuje jakieś 20-22 zł. Głównym zadaniem produktu jest nawilżenie, wygładzenie i uelastycznienie skóry.

Po odkreceniu mamy dodatkowe plastikowe zabezpieczenie, co podoba mi się bardziej niż sreberka, jak to jest w większości produktów.

Konsystencja bardzo mnie zaskoczyłam, bo jest to treściwe, gęste masło! Produkt dobrze rozprowadza się po skórze, wchłania się dosyć szybko, pozostawia jednak delikatny  film, ale nie jest to lepka, nieprzyjemna warstwa.


Masło dobrze nawilża skórę, efekt utrzymuje się długo. Bardzo fajnie wygładza  i daje ukojenie skórze po depilacji. Zapach, który jest niesamowity pozostaje ze mną, a raczej na mnie przez cały dzień. Czuję go nie tylko ja, ale otoczenie również, co mnie bardzo się podoba i rzadko mi się zdarza żeby zapach balsamu czy masła trzymał się na skórze dłużej niż kilka minut.   


Pokochałam to masło i mam ochotę na jakieś inne z tej firmy, bo oczarowało mnie i na zimę będzie to produkt idealny. Zwłaszcza, że  przez swoją konsystencje jest bardzo wydajny.

Udostępnij ten post