Z pamiętnika testerki...

... kosmetyki Oriflame, lubicie? Używacie? A może unikacie? Przyznam szczerze, że dawniej mój stosunek  do ich kosmetyków był inny, z czasem zaczęłam się przekonywać. Coraz chętniej sięgam po katalogi Oriflame i zawsze coś tam mi się spodoba. Dzisiaj chciałabym powiedzieć Wam o kilku produktach, które wpadły w moje ręce.
Pierwszy na przysłowiową tapetę idzie tonik normalizujący do cery normalnej i mieszanej. Tonik według producenta należy stosować rano i wieczorem, na umytą wcześniej twarz aby odświeżyć skórę i dodatkowo oczyścić ją z resztek makijażu.  Tonik ma pojemność 200 ml i w regularnej cenie kosztuje 27 złotych.
Ma delikatny, przyjemny zapach, nie wyczuwam w nim alkoholu. Bardzo dobrze odświeżą skórę, nie pozostawia na twarzy tłustego filmu, ani lepkiej warstwy. Nie wysusza jej ani nie podrażnia. Bardzo lubię stosować wszelkie toniki i ten jak najbardziej przypadł mi do gustu.  
Nie zapychał mi porów i uczulił. Bardzo lubię używać go rano, przed nałożeniem kremu i makijażu.
♥♥♥♥♥ 

 Dalej przechodzimy do kremu bb skin dream. Jego pojemność to 30 ml, a regularna cena wynosi 35 zł, obecnie jest w promocji za 19,90 zł. Krem ma filtr słoneczny 30, wiec zaczyna się dużym plusem.
Jest dostępny w trzech odcieniach, ja mam najjaśniejszy i jest to niesamowicie jasny bebik. Obecnie jest la mnie troszeczkę za jasny, ale ładnie stapia się ze skórą. Najlepiej nakładać go palcami, bo pędzlem robi smugi, które ciężko rozetrzeć. Krycie ma naprawdę dobre, bo dwóch cienkich warstwach jestem w stanie zamaskować większość niedoskonałości. Niestety przy mojej mieszanej cerze strasznie się błyszczy i nawet przypudrowanie nie przynosi większego efektu, bo mat otrzymuje się do dwoch godzin, po czym znowu ma na twarzy wielki błysk.  Wydaje mi się, że przy cerze suchej bardziej sprawdziłby się. Nie zapycha porów, nie wysusza, a wręcz wszelkie widoczne suche skórki eliminuje.
♥♥♥♥♥ 
Idąc dalej w swoje ręce dotrwałam także oczyszczający korektor w sztyfcie z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu. Za 23 złote dostaje 4 g produktu. 
Jest to sztyft podzielony na poł, jedna część ma zielony kolor, druga natomiast bezowy.

Zadaniem tego korektora jest zamaskowanie i przyśpieszenie gojenia się. Producent zaleca najpierw rozjaśnianie zaczerwień  kolorem zielonym, a następnie zamaskowanie ich beżowym.
Korektor bardzo dobrze sprawdza się przy ukrywaniu wszelkich wyprysków czy przebarwień. Nie zauważyłam jednak aby przyśpiesza ich gojenie, może delikatnie je wysusza. Naprawdę dobrze kryje i utrzymuje się na twarzy cały dzień. Nie roluje się na twarzy, nie zbiera się po czasie.
♥♥♥♥♥ 
Na koniec czas na nabłyszczającą pomadkę Power Shine. Dostępna w trzynastu odcieniach za 30 złotych. W swoim składzie posiada olejek z dzikiej róży i witamina E pomagają utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia skóry.
Ma cieniutkie opakowanie, które muszę przyznać, ze strasznie mi się podoba.
Mój odcień to Trendy Berry.
Pomadka ma bardzo kremową konsystencje, w której zatopiona jest ogromna ilość drobinek. Nie jest to jednak taki typowy brokat.  
Krycie możemy stopniować, przy jednej warstwie uzyskujemy subtelny efekt, ale gdy nałożymy jej trochę więcej kolor jest intensywniejszy. Nie skleja ust, ale lubi wychodzić po za kontur ust.Nie podkreśla suchych skórek, nie wysusza ust, a wręcz je nawilża i wygładza.Kolor bardzo mi się podoba, konsystencja jak i nawilżanie ust, jednak pomadka po jakiejś godzinie znika ust, więc do trwałych nie zależy. Zdarza jej się również wyłazić po za kontur ust co  nie wygląda estetycznie, dlatego wolę wklepywać ją delikatnie palcem w usta.  
  ♥♥♥♥♥ 

http://www.aga.oristart.pl/aktualnosci/

Udostępnij ten post