Eco mazidło do ciała czyli balsam Farmona.

 Zdaje sobie sprawę, że pokazuje Wam tu tylko prodkuty do ciała i kolorówkę i wychodzi na to, ze ja tylko się smaruję i maluję, ale tak to ze mną bywa. Jak kiedyś trudno było mi sie zmusić do posmarowania sie wieczorem jakimś mazidłem tak teraz zużywam wszystko ekspresowo. Tym razem mowa o balsamie do ciała z Farmony w wersji Eko.


Opakowanie jest praktyczne, bo możemy postawić produkt na głowie i spokojnie będzie sobie stał <taa a co miałby niby robić :P> Co do szaty graficznej to jest dobrze, zielony kolor się pojawił, są zboża, wiec jest i Eko!
Konsystencja jest kremowa, tak jak przystało na balsam. Zapach delikatny, trudno mi go zidentyfikować, ale nie podoba mi się jakoś szczególnie. Wolę słodsze, cięższe zapachy.   
Balsam bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze tłustego filmu. Skóra jest po nim gładka, miękka w dotyku. Nawilżenie przychodzi natychmiastowo po aplikacji. Zapach na moje nieszczęście utrzymuje się na skórze dosyć długo, czego nie oczekiwałam od niego.
 Do pielęgnacji  codziennej sprawdzi się świetnie, ale tylko przy skórze, która nie wymaga jakiegoś intensywnego nawilżenia. Skład również jest przyjemny, nie ma parafiny. Głównie jest to mocznik, olejki roślinne, masło shea. Za 250 ml zapłacimy 9 złotych, więc jest do produkt, które ma same plusy. Sama jestem w szoku, że to mówię, ale mimo zapachu, który mi się jakoś szczególnie nie podoba, polubiłam go i kiedyś chętnie do niego wrócę.

Udostępnij ten post