Glam&Matt od Lirene matt i rozświetlenie w jednym?

  Ci spostrzegawczy ten post widzieli już wczoraj, ale coś się posuło i muszę go napisać raz jeszcze. Całe szczęście, że nie skasowałam wszystkich zdjęć z komputera. Dobra, ale bez zbędnego  gadania przejdźmy do tematu czyli podkładu Lirene Mat&Glam. Ja swój dostałam z Rossmanna ponad miesiąc temu gdy nie był jeszcze dostępny w drogeriach, więc miałam czas żeby go przetestować i sprawdzić jak zachowuje się na buzi. 
Wiecie już, ze moim ulubionym podkładem jest Bourjois Healthymix, ale on na okres jesienno-zimowy jest niestety za lekki, nie trzyma się mojej buzi tak dobrze jakbym tego chciała, dlatego szukam czegoś o podobnym efekcie, ale trwalszego.

Lirene Glam&Matt to fluid o podwójnym działaniu: Matuje - dzięki systemowi pigmentów nowej generacji, które rozpraszają i odbijają światło od powierzchni skóry. Rozświetla - wypełniając skórę światłem, sprawiając że cera wygląda świeżo i promiennie, bez efektu błyszczenia. 


Podkład zamknięty jest w bardzo ładnej i eleganckie butelce o pojemności 30ml za którą zapłacimy około 38-40 złotych. Jest to szklane opakowanie do których ja nie jestem przekonana, wolę te z pompką próżniową, dzięki czemu całość produktu jesteśmy w stanie wykorzystać. Jednak teraz wszyscy bawią się w ekologię, a ona z ekonomicznym rozwiązaniem mało ma wspólnego.

 Dostępny jest w czterech odcieniach, ja posiadam 02 naturalny, ale jest jeszcze jaśniejsza wersja, więc dla osób bledszych też powinno się coś znaleźć.
Ma rzadką konsystencje, ale bardzo łatwo rozprowadza się na buzi. Nie tworzy smug, ani plam. Dobrze aplikuje się go zarówno pędzlem jak i palcami.


Krycie określiłabym jako średnie, jednak dość dobrze maskuje niedoskonałości, wyrównuje koloryt. Na twarzy wygląda bardzo naturalnie. Nie podkreśla suchych skórek. Wykończenie jest bardzo podobne do mojego ukochańca z Bourjois. Buzia nie jest płasko matowa, ale też nie świeci się jakoś nadmiernie. Delikatnie przypudrowany pudrem bambusowym Paese utrzymuje się 6-8 godzin po czym te większe niedoskonałości zaczynają być widoczne. 
Wydaje mi się, ze trudno jest tym podkładem zrobić sobie przysłowiową maskę. 

Widzę, że Oleśka wstawiła właśnie test na żywi tego podkładu, więc odsyłam Was tam. Możecie zobaczyć aplikację i efekt na jej twarzy.

Udostępnij ten post