Rimmel Stay Matte nowa odsłona podkładu matującego

  Producenci z każdej strony zasypują nas coraz to nowszymi produktami. Jakiś czas temu zaczęłam testować nowość od Rimmel jaką jest podkład Stay Matte. Nie miałam nigdy tej starej wersji dlatego nie porównam nowej z nią. 

Producent opisał podkład słowami:

Nowy podkład Rimmel Stay Matte zapobiega świeceniu się cery, a dzięki zastosowaniu mikrosferycznych pudrów skóra jest jedwabiście gładka i miękka. Lekka, kremowa formuła podkładu wyjątkowo łatwo rozprowadza się na skórze, a w połączeniu z emulgatorami żelowymi płynnie i równomiernie łączy się ze skórą bez rolowania się i efektu maski. Matowe wykończenie zawdzięcza opatentowanej japońskiej formule żelu pielęgnacyjnego. Zawarty w podkładzie kaolin zapewnia matową, lecz promienną cerę. Zawiera bardzo lekki matujący puder, wszystko po to, by stworzyć nieskazitelne, jedwabne, wolne od błyszczenia się wykończenie makijażu, które utrzymuje się cały dzień, pozostawiając skórę świeżą i naturalnie matową. 



Produkt zamknięty jest w tubce o pojemności 30 ml. Wizualnie opakowanie bardzo mi się podoba i zdecydowanie wolę takie rozwiązanie niż szklane butelki z których nie jesteśmy w stanie wydobyć całego produktu. Jego cena wynosi około 20-23 złotych.
Ja mam kolor 100 Ivory i jest to drugi z siedmiokolorowej gamy. Ten pierwszy ma bardzo różowe tony co mi osobiście nie odpowiada. Ogólnie wydaje mi się, ze bardzo blade osoby będą miały problem z doborem odpowiedniego koloru. 
Podkład ma bardzo gęstą i treściwą konsystencje. Nakładany pędzlem robi smugi i potrzebne są nam nasze palce żeby delikatnie wklepać i poprawić pracę pędzla. Możemy pokusić się o Delanie zwilżona gąbeczkę i ona z aplikacją radzi sobie idealnie.
 
Z krycia tego produktu jestem zadowolona, zakrywa moja niedoskonałości i przebarwienia bez większych problemów. Na tym kończą się jego zalety. Mam cerę mieszana, niektóre partie twarzy są suche jak wiór i takowe problemy podkład podkreśla ,po czym suche skórki są trzy raz bardziej widoczne niż normalnie. Dodatkowo niemiłosiernie włazi w pory, osadza się na twarzy (na włoskach czy też meszku) po prostu jest mega widoczny nawet przy jeden cienkiej warstwie. Matt pojawia się na zaraz po aplikacji i po 2-3 godzinach w miejscach gdzie skóra się przetłuszcza robi się niezłe ciasteczko. Ponowne zmatowienie pudrem jest konieczne. Trwałość ma dobrą, bo po 7-8 godzinach nadal jest ba twarzy, a przy zmywaniu mam wrażenie jakbym zmywała z twarzy jakąś tłustą powłokę.

Jest to bardzo ciężki i widoczny podkład, którym przy większej ilości można zrobić sobie krzywdę. Osadza się na  buzi, jest widoczny i podkreśla suche skórki. Przy regularnym stosowaniu bardzo wysusza skórę.  Mimo swojej ciężkości nie zapchał mnie czego się nie spodziewałam, bo mając go na twarzy mam wrażenie jakby moja skóra zupełnie nie  oddychała. Dla mnie to totalny niewypał, dlatego ze swojej strony nie polecam go. Widziałam, że wielu osobom ten podkład przypadł go gustu, ale ja i on to raczej kiepskie połączenie. Ze dziwieniem czytam tyle pochlebnych opini i mam wrazenie jakbym miała doczynienie z zupełnie innym podkładem.

Udostępnij ten post