Czym pachnie tydzień?! ujęcie pierwsze czyli Midsummers Night

  Z początkiem nowego roku postanowiłam, że zacznę regularnie palić. Nie myślcie jednak, że upadłam na głowę i mam na myśli papierosy. Otóż nie. Chodzi mi o wszelkie woski i świece zapachowe. Bardzo chce nauczyć się opisywać zapachy. Chciałabym nauczyć się mówić więcej niż „zapach mi się podoba” czy „zapach mi się nie podoba”

Kiedy przyszło mi wybrać mój pierwszy wosk z Yankee candle wiedziałam, że musi być to Midsummers Night. Moja miłość do nocy, księżyca, gwiazd i zapachów męskich w jednym, przecież to musi być to!



Zacznę od tego, że podoba mi się kolor wosku. Wiem, wiem w tym momencie się pogrążyłam i to po całości.


Ja palę wosk dzieląc go na kilka części, bo jakoś tak mi wygodnie i wydaje mi się, że starczy mi na więcej.



Producent zapewnia, że jest to połączenie piżma, szałwi, paczuli oraz mahoniowej wody kolońskiej. Zapach jest bardzo intensywny, po zaledwie kilku minutach od zapalenia kominka czuć go niemal w całym mieszaniu. Zapach jest owszem męski, ale nie ma u mowy o takich ogórkowych perfumach starszych panów.



Zapach zalatuje mi delikatnie męską częścią drogerii. Taki wyraźny aromat, ale nie jest meczący ani duszący. Utrzymuje się wiele godzin. Po powrocie do domu nadal go wyczuwam i przyznam szczerze, że gdybym nie wiedziała mogłabym się pokusi o stwierdzenie, że w moim domu był jakiś meżczyzna.


Paląc wosk cały caluśki tydzień nadal mi się nie znudził i jestem nim zachwycona. Jeśli Yankee ma w swojej ofercie więcej takich cudownych zapachów to pragnę więcej!

Midsummers Wight wystuje jako wosk do kominka, małe, średnie i duże świeczki oraz dyfuzory. Możecie dostać je na stronie Yankeestore.
Mój debiut z yankee candle uważam za udany i wiem, że to nie koniec naszej przyjaźni. A od dziś zaczynam palić całkiem inny zapach o którym opowiem Wam za tydzień :)

Udostępnij ten post