Marcowe love...


   Kwiecień się rozpoczyna, wiec pora na ulubieńców poprzedniego miesiaca. Powiem szczerze, że marzec minął mi dosyć szybko i miło. Nie było w tym miesiacu jakiś wielkich odkryć kosmetycznych, ale były powroty do przeszłości, które okazały sie bardzo dobra decyzją...


 Załapałam się na dostawę w Biedronce i skusiła się na DD krem z Bell. Bardzo podoba mi sie jego jaśniutki odcień, który idealnie stapia się moim kolorem cery. Dosyć dobrze kryje, ale jeśli potzrebuję wiekszego zamaskowania niespodzianki wklepują druga warstwę. Krem daje satynowe wykończenie, które mi odpowiada. Nie zapycha mnie i dobrze utrzymuje sie na twarzy.


Dalej moja nowa miłość z Marizy jaką jest puder brązujaco-rozświetlający. Bardzo ładnie wyglada na buzi, utrzymuje się cały dzień i jest bardzo wydajny.


Powróciłam do różu z firmy Louma. Jest to piękny, delikatny, matowy odcień różu. Jego efekt możemy stopniować. 


Powróciłam też do cieni w kremie z Joko. Nałożone na bazę z Marizy, a w zasadzie wklepane trzymaja się dobrze, pięknie błyszczą i chybapowrócę do mieniących się makijaży na oczach...


Brwi od miesiąca podkreślam cienie z Deni Carte numer 1. To mój ieał o którym opowiem Was jeszcze w tym tygodniu, bo cień jest świetny! Dobzre napigmentowany, miękki i trwały.


Na paznokciach najczęściej goscił lakier Donegal numer 7141. Jest to nudziak z domieszką szaarości. Pisałam Wam o nim tutaj.


Maska z Ziaji rozkochała moje włosy w sobie. Jest genialna i chetnie powiem Wam o niej wiecej w oddzilenym poscie. Pięknie pachnie, ułatwia rozczesywanie, nadaje włosom miękkosci i połyski, ale nie obciaża ich. jedyne, ale to słaba wydajność, ale kosztuje około 6-8 złotych, wiec wybaczam :)



Udostępnij ten post