Paesebox kolejny raz u mnie!


     Kilka dni temu pojawił się kolejny w sprzedaży Paesebox. O poprzednich edycjach pisałam Was już kilka razy na blogu. To właśnie dzięki takiej akcji poznałam kosmetyki Paese i nie ukrywam, że bardzo je polubiłam. Musze też przyznać, że o dziwo zawsze szczęście mi dopisuje i w pudełeczku trafiają mi się same smakowite kąski. 

Takie pudełeczko kosztuje 39 złotych i za tą kwotę w tym przypadku otrzymujemy: podkład, olejek, tusz do rzęs, cień oraz szminkę. Wszystkie kosmetyki dobierane są losowo, więc przy otwieraniu mamy miłą niespodziankę. Boxik przychodzi do nas kurierem i nie dopłacamy za wysyłką dodatkowych pieniążków. 



Pierwsze co zobaczyłam otwierając pudełko to podkład. Wiedziałam, że jakiś się i obawiałam się koloru, ale na szczęście trafił mi się 200 porcelain czyli idealnie mój odcień. Nigdy go nie miałam, nie używałam, więc z miłą chęcią go przetestuję.  

Dalej to co ja lubię najbardziej czyli pomadka do ust. Mam w swojej kolekcji już trzy szmineczki z tej serii, a teraz dołącza do nich kolejna tym razem z numerkiem 39 i jest to taka beżowa brzoskwinka z kremowym wykończeniem.

Cienie do powiek z serii Satinette są mi znane i lubiane głownie za swoją konsystencje jak i rewelacyjną pigmentację. W pudełeczku trafiłam na odcień 811 i są to kolory, które uwielbiam nosić.



Tuszy do rzęs mam dziesiątki i co najgorsze to połowa pootwierane, więc ta poczeka sobie na swoją kolej. 

O olejkach czytałam wiele, ale z awokadowym jeszcze się nie spotkałam i   chętnie wypróbuję go na moje włosy, które ostatnio są niesamowicie suche i puszą się strasznie. 

 Tutaj pokażę Wam kolory cieni i szminki:

 I tak prezentuje się mój Paesebox. Jestem zachwycona i gdyby nie tusz pudełko byłoby idealne. Jeśli chcecie zamówić takiego boxa dla siebie odsyłam Was tutaj. Jeśli któraś z Was ma już swoje pudełeczko to chętnie zobaczę zawartość, wiec piszcie w komentarzach :)




Udostępnij ten post