Majowe love....


   Dzisiaj mam dla Was bardzo spóźnionych ulubieńców maja. Trochę zeszło mi się z tym postem i w sumie nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale za to mam kilka perełek, które uprzyjemniły mi ostatnie tygodnie o których miłą chęcią opowiem kilka słów. 


Pierwszym  najważniejszym ulubieńcem jest nowy zapach od L`occitane czyli orchidea i nerolia. Kiedy go dostałam w majowej edycji akademii zmysłów spodziewałam się wielkiego rozczarowania, ale... ale już po pierwszym psiknieciu zakochałam się na tyle, że caluśki miesiąc nosiłam na sobie ten zapach. Pachnie przepięknie, kwiatowy  i nawet nie przeszkadza mi gdy ktoś mówi, ze pachnę ja kwiaciarnia. Ogromnie podoba mi się także to, ze perfumy utrzymują się przez cały dzień.



Na paznokciach w tym miesiącu gościła najczęściej biel z Rimmela czyli white hot love. Uwielbiam białe paznokcie i mogłabym nosić je przez cały rok. Lakier z Rimmela ma genialną pigmentację, świetnie rozprowadza się na paznokciach i kocham go jak szalona. Natomiast gdy tracił swoją świeżość nakładałam piaskowy lakier z Wibo w kolorze, który chyba najbardziej kojarzy mi się z miesiącem majem. Ten natomiast nakłada się trochę gorzej i jak na takie wykończenie słabo się trzyma, bo po trzech dniach mam masę odprysków. 

Kilka tygodni temu odkryłam na nowo mój stary już róż z Oriflame w kolorze fresh pink. Pokochałam go na nowo. Ma świetny kolor, genialną pigmentację i utrzymuje się przez cały dzień.

Okres wiosna-lato to czas gdy lubię mocno blask cerę  i w tym pomaga mi rozświetlacz w płynie z Techni. Bardzo podoba mi się efekt jaki daje, bo jest to glow, ale nienachalny i bardzo naturalny. Nakładam go pędzlem, bo inaczej tzn. palcami zupełnie nie  umiem tego zrobić i wychodzi to dosyć dziwnie. 


Od kiedy kupiłam ten korektor z Eveline to używam go codziennie! Dobrze kryje chociaż ja nie mam większych problemów z sińcami, ładnie rozświetla okolice pod oczami i nie wysusza. Nie wchodzi też w zmarszczki i przypudrowany utrzymuje się praktycznie cały dzień. 

Na ustach w minionym miesiącu było kolorowo, ale najbardziej i najchętniej nosiłam pomadkę z Maybelline w kolorze 720 mocha muse. To mój idealny nude kolor. Pomadka genialnie wygląda nawet na suchych ustach, nawilża je i sprawdza się w sytuacjach gdy potrzebuję czegoś na szybko. Pisałam o niej tutaj.

To tyle z kosmetyków, które zasłużyło na miano ulubionych. 


Kosmetyków może i koniec, ale mam coś jeszcze, a raczej kogoś jeszcze. W połowie maja zupełnym przypadkiem  trafiłam na kanał Sary, która jest przesympatyczną, śliczną dziewczyną. Zdążyłam nadrobić już większą część jej filmów i jestem Nią absolutnie zachwycona. Jak się okazało Sara prowadzi także swojego bloga na którego też Was odsyłam. 

Jeśli chodzi o muzykę i tego co słuchałam to moim hitem maja okazała się piosenka  Cris Cab - Liar Liar

Oraz  Mindy Gledhill- I Do Adore 


Udostępnij ten post