Makijaż Provoke


    Większość z Was czytała już pewnie u innych blogerek o konkursie Dr Ireny Eris  prowokujący, oryginalny letni makijaż. Początkowo jakoś nie wiedziałam czy powinnam sie zgłaszać, bo gdzie ja i konkursy, a już makijażowe... Jednak jako, że lubię kosmetyki tej firmy, a kolorówka jest, a w zasadzie była mi obca zdecydowałam się spróbować. 




Blogerki do wyboru miały dwa zestawy, osobiście zdecydowałam się na ten drugi. W skład którego wchodzą: próbki podkładów, kredka do brwi, baza pod cienie, paletka podwójnych cieni oraz modelator do twarzy. Wszystko byłoby spoko gdyby nie fakt, że możemy użyć tylko tych kosmetyków. Ja jednak pełna artystycznych zamiarów miałam w głowie coś bardziej udziwnionego. Jednak w poszukiwaniu terminu zgłoszenia przeczytałam w regulaminie, że ma być to makijaż oka, a ja w głowie miałam makijaż ust, które chciałam zmalować z złoto turkusowe barwy. Tu pojawił się pewien problem i... I szybko wizja zmieniła się w coś nowego. Z tym, że w pewnym momencie moje ręce przestał współpracować z wyobraźnią. Podchodziłam do tego makijażu trzy razy i każda kolejna próba była jeszcze gorsza, wiec pierwotna opcja to ta którą zaraz zobaczycie :)

Zdecydowałam się na nałożenie rozświetlającego podkładu. Bardzo dobrze rozprowadza się, świetnie kryje i daje bardzo naturalny efekt na twarzy, wiec już mnie w sobie rozkochał, drań!

Później twarzy wykonturowałam tym o to cudem, którego aż szkoda było mi używać. Różu użyłam także na mokro do pomalowania ust, bo nie mogłam zostawić ich "gołych".

Następnie na brwi poszła kredka, która w rzeczywistości nie jest taka ciemna, ale aparat jak zwykle przekłamał kolory. Kredka jest dosyć twarda, więc ciężko mi się nią malowało, ale sprawę ułatwiła mi henna, którą robiłam kilka dni temu, więc nie wiele miałam do uzupełnia kredką. Muszę jednak przyznać, że daje bardzo naturalny efekt. Jak później zobaczycie kredka razem z bronzerem posłużyła mi także do narysowania kilku piegów na twarzy, ale właśnie z tym skojarzyło mi się lato czyli temat przewodni makijażu. 

Baza pod cienie miło mnie zaskoczyła i bardzo się przydała zarówno przy makijażu oka jak i ust.

Teraz gwóźdź programu czyli cienie.Z nimi miałam chyba największy problem, bo maja średnia pigmenatację i ciężko było wykrzesać z nich kolor, więc nałożyłam je na mokro. Dobrze się rozcierają, lekko osypują, ale tak jak mówiłam na mokro aplikacja była przyjemnością.

Rzesy wytuszowałam maskarą, która okazała się odkryciem i wiem, że zostanie ze mną na długo. Podoba mi się w niej także to, że ciężko ją zmyć, wiec na lato będzie idealna!  
I tym zestawem zmalowałam coś... no właśnie coś, bo makijażem trudno mi to nazwać. Mój talent artystyczny jest raczej nie poziomie przedszkolaka, ale cóż poradzić. 




a tu bonusik opcji z ustami z której zrezygnowałam :)

Udostępnij ten post