Oko w stylu Scandaleyes czyli kredki wodoodporne i tusz do rzęs Rimmel


  Niedawno do drogerii weszły nowe kredki do oczu marki Rimmel. Nie ukrywam, że wyczekiwałam ich bardzo, ale to bardzo. Widziałam je na zagranicznych blogach i wszystkie odcienie bardzo mi się podobały. Niby nie przepadam za kredkami do oczu, ale te są wodoodporne, wiec dla mnie to główny plus dla których chciałam je mieć. Jedna miałam od jakiegoś czasu, bo dostałam ja w paczce nowości Rossmann, a dwie kolejne dostałam od Rimmel'a. Planuje w przyszłym tygodniu dokupić jeszcze dwa inne kolory.



Są to kredki automatyczne z gąbeczka z tyłu, ale ja nie często z nich korzystam. Kredki są bardzo miękkie, dzięki czemu łatwo suną po skórze. Maja niesamowitą pigmentację. łatwo i szybko rysuję nimi kreski, co u takiej manualne sieroty jak ja jest wyczynem. Kredka po kilku minutach zastyga na powiece, dzięki czemu nie odbija się i nie rozmazuje. Ja dla pewności zawsze przed aplikacja kredek delikatnie matuje powiekę pudrem. 


Kreski narysowane tymi kredkami trzymają się na powiece przez cały dzień, nie odbijają się i nie tracą intensywnego koloru.

Ja lubię łączyć tą jasną niebieską z granatową, dzięki czemu wychodzi delikatne ombre.

Przy okazji testowania kredek wydobyłam z szuflady tusz Rimmel Scandaleyes. Ma on dosyć dużą szczoteczkę przez co przy tuszowaniu rzęs brudzę się niemiłosiernie. Jak to nowy tusz na początku formuła jest dosyć rzadka, wiec lepiej odczekać kilka dni lub odkręcić opakowanie i zostawić otwarte na kilka minut, tak też zrobiłam :)


Tusz bardzo dobrze podkręca rzęsy i wydłuża je. Podoba mi się efekt jaki daje, ale jednak jeszcze troszkę skleja, a ja nie radzę sobie z tą wielką szczoteczką. Tusz całkiem przyjemnie nosi się w ciągu dnia, ale niestety minimalnie się osypuje, co bardzo mi się nie podoba, bo zazwyczaj moje rzęsy tak chwytają tusze, że nie mam z tym problemów.

Poniżej macie z bliska efekt tuszu i kredek na oku. Taki makijaż noszę od kilki dni codziennie i strasznie mi się on podoba.




Udostępnij ten post