Pomadki Lady Code by Bell


    Miałam pokazać Wam te pomadki już dobry miesiąc temu, ale jedna z nich schowała mi się na tyle dobrze, że znalazłam ją dopiero dziś rano. Gdzie była? No oczywiście w torebce, której nie nosiłam od dłuższego czasu. Z racji, że się znalazła i całe trio jest już w komplecie mogę pokazać Wam je bliżej. Od razu mówię, że kupiłam je jakiś czas temu, wiec pojęcia nie mam czy nadal są dostępne w Biedronce. Nie wiem też jakie są to kolory, bo numerki były na tekturowych pudełeczkach, których już nie mam.

Zdecydowałam się na trzy odcienie: typowy baby pink, pomarańczę przełamaną beżem oraz śliwkę. Pomadki mają białe, bardzo estetyczne opakowania, które niestety lubią otwierać się bez pozwolenia, dlatego noszenie ich w torebce to dosyć ryzykowny pomysł. wszystkie maja kremowe wykończenie, co przekonało mnie do ich zakupu. Są dobrze napigmentowane i dobrze rozprowadzają się na ustach. Nie podkreślają suchych skórek, nie wysuszają ust, ale nie zauważyłam też aby ja nawilżały. Utrzymują się góra dwie-trzy godziny, ale znikają równomiernie.



Z tym kolorem ma troszkę problemów, bo przy nakładaniu lubi się ważyć, ale radzę sobie tym zrobieniem peelingu przed nałożeniem pomadki. 

Dalej mam coś idealnego do dziennego makijażu. Tutaj nakłania jest proste i łatwe, a pomadka nie sprawia żadnych problemów.

I to mój faworyt, ale o tego się pewnie domyśliłyście, bo nie jest tajemnicą, że ciemniejsze kolory do ust to coś co uwielbiam.


Udostępnij ten post