Colorburst czyli juicy papaya na ustach moich!


   Jakiś czas temu, a w zasadzie dosyć dawno temu, bo w dzień pocałunku zdecydowałam się na... No na co można było zdecydować się w takim dniu? Oczywiście, że na nowe mazidło do ust. Jestem uzależniona od wszelkich szminek i pomadek, wiec każdy pretekst na nowy zakup jest dobry. Wtedy wybór padł na coś co chciałam mieć od dawna, ale nigdy wcześniej szafa Revlon nie był mi dostępna. Mowa tu o masełku do ust firmy Revlon. 

Kolorów to wyboru miałam wiele i dosyć długo stałam i zastanawiałam się, który wybrać. W ostateczności wyszłam ze sklepu, pochodziłam po galerii i wróciłam po pomadkę ponownie. Wtedy wiedziałam już, że 027 juicy papaya idzie ze mną do domu.
Z większością obietnic jakie daje nam producent owszem się zgadzam, ale "intensywny kolor" to trochę przegięcie i gdybym nie widziałam na jakiej zasadzie działają takie masełka do ust to byłaby rozczarowana. Jest to pół transparenty produkt, wiec aby jakikolwiek kolor był widoczny potrzebujemy dwóch-trzech warstw i to i tak nie będzie intensywny kolor. Nie mniej jednak mnie takie efekt się podoba i właśnie z takim zamiarem go kupiłam.

Pomadka daje ładny, mokry efekt na ustach. Nie podkreśla suchych skórek ani nie wysusza. Daje bardzo ładny, świeży efekt zadbanych ust. U mnie ostatnio jest to ideał na letni, delikatny makijaż.

Tak jak mówiłam, jestem oczarowana tą pomadką. Używam jej niemal codziennie i wiem, że chcę jeszcze inne kolory. 





Udostępnij ten post