Letni makijaż z Bourjois


  Nie wiem czy wspominałam już na blogu, że Bourjois to jedna z moich ulubionych drogeryjnych firm i mogłabym mieć całą ich szafę w domu. Jeszcze nigdy żaden ich kosmetyk nie zawiódł mnie. Jakiś czas temu w promocji dorwałam pomadkę, którą nie wiem z jakich powodów odłożyłam i nie używałam. Później doszedł nowy tusz, który po kilku użyciach nie porwał mnie i również powędrował do szuflady. Kilka dni temu odkopałam te dwa skarby i powiem, że druga szansa była strzałem w dziesiątkę i ten duet stał się moim ulubieńcem na letnie, gorące dni.


Tusz volume glamour max holiday to najnowsze dziecko Bourjois. Ja swój mam w odcieniu ultra black. Maskara ma małe urocze opakowanie, które strasznie mi się podoba.

Szczoteczka jest dosyć duża i początkowo nie mogłam wyobrazić sobie jak miałabym się czymś takim pomalować. Na początku tusz nie robił z rzęsami nic, ale jak odleżał sobie jakiś czas to pokazał co potrafi. Pięknie pogrubia, podkręca i wydłuża rzęsy. Przy dwóch warstwach efekt na moich jest niesamowity.

Tusz bardzo dobrze utrzymuje się, nie osypuje w ciągu dnia. Dla mnie to ideał, którego używam od dwóch tygodni codziennie! Jestem na tyle zadowolona z efekt tej maskary, że totalnie odstawiłam cienie czy kredki do powiek.

Dodatkiem do takiego makijażu musi być coś mocnego, żywego na ustach. Dlatego drugą szansę dostała także pomadka z serii Shine.

 Ja mam odcień numer 20.

 Jest to piękny pomarańczowy odcień z domieszka różu.

Szminka daje bardzo ładny, intensywny kolor. Nadaje delikatny połysk, co mnie bardzo się podoba, bo za matowym wykończeniem jakoś nie przepadam. Utrzymuje się na ustach do dwóch godzin, po czym konieczna jest poprawka. Pomadka nie wysusza ust jednak deliaktnie podkreśla suche skórki.

Pomadka i tusz z Bourjois to mój zgrany duet na letnie dni, gdzie nie mam ochoty na jakieś większe kombinowanie z makijażem.


Udostępnij ten post