Provoke podkład rozświetlający czyli moje nowa wielka miłość


   Jakiś czas temu brałam udział w konkursie zorganizowanym przez markę Dr Irena Eris i udało mi się zdobyć wyróżnienie, dlatego w nagrodę mogłam wybrać sobie jakiś produkt z nowej linii kosmetycznej Provoke. Podkłady to chyba moje ulubione produkty, zaraz po szminkach i od początku kiedy marka wprowadzała na rynek swoje kosmetyki kolorowe to właśnie podkłady kusiły mnie najbardziej. Mimo iż moja cera jest mieszana nie używam matujących, więc zdecydowałam się na rozświetlający. 


Podkład występuje w czterech odcieniach, ja zdecydowałam się na najjaśniejszy czyli 110 ivory.

Jest to wręcz idealnie mój kolor, jasny ale z delikatnymi żółtymi tonami.





Opakowanie jest rewelacyjne i niby proste, ale ma w sobie coś co sprawia, że przyjemnie się na nie patrzy, a jeszcze przyjemniej używam. Ja właściwie po dwóch miesiącach testowanie z bólem serca kończę ta buteleczkę.


Podkład ma bardzo przyjemną konsystencję, dlatego świetnie nakłada mi się go zarówno pędzlem jak i gąbeczką. Nie tworzy na buzi smug, nie waży się i idealnie stapia ze skórą zaraz po aplikacji. Mile zaskoczyło mnie jego krycie, bo spokojnie radzi sobie z moimi przebarwieniami, dlatego określiłabym go jako podkład średnio kryjący. Przypudrowany na mojej mieszanej skórze utrzymuje się od rana do wieczora, gdzie jedynie z nosa delikatnie się pościera, ale nic więcej. Nie wchodzi w pory, nie podkreśla suchych skórek czy niedoskonałości. 

Dawno nie miałam tak przyjemnego podkładu, który wygląda na buzi idealnie i utrzymuje się przez cały dzień.
Jest dostępny w Rossmannie, na stronie Dr Irena Eris oraz w Douglasie, gdzie zauważyłam, że jest troszkę droższy.

Udostępnij ten post