Annabelle minerals czyli podkład fatalny..


   Kiedy pierwszy raz użyałam mineralnego podkładu z Annabelle minerals byłam zachwycona. Dobrałam sobie idealny odcień czyli golden fairest w formule kryjącej. Dużym plusem jest opakowanie, bo ktoś je przemyślał i nie marnujemy produktu podczas aplikacji. Początkowo widziałam same plusy, ale po regularnym stosowaniu bardzo się rozczarowałam.



O ile aplikacja jest prosta i nigdy nie zrobiłam sobie plam, co w moim przypadku jest nie lada wyczynem. Podkład bardzo dobrze kryje wszelkie przebarwienia. Po kilku godzinach od aplikacji, dosłownie po dwóch-trzech wygląda fatalnie. Okropnie warzy się na twarzy, włazi w pory, a skóra błyszczy się jak nigdy. Próbowałam nakładać go na wszelkie kremy jakie mam, zarówno matujące, nawilżające jak i bez kremu. Robiłam przed nałożeniem peeling, a kiedyś pokusiłam się o bazę matującą. Niestety za każdym razem efekt był niemal identyczny. 


Nie mam jakoś bardzo tłustej cery, wiec jeśli przy mojej tak brzydko wygląda, to co byłoby u typowo tłustej? Bardzo się zawiodłam, bo myślałam, że będzie to mój ulubieniec.


Chciałam spróbować matującej wersji tego podkładu tak dla porównania. Jego krycie jest nieco mniejsze, ale i tak u mnie zakrywa wszystko co potrzeba. 

 Tutaj faktycznie spotkałam się z trochę większą trwałością, ale i tak gdy nałożę podkład rano około godziny szesnastej mam na buzi dramat. Rzadko zdarza mi się poprawiać makijaż w ciągu dnia, a w przypadku podkładów z Annabelle niestety nie mam innego wyjscia, bo buzia błyszczy mi się bardziej nie zwykle.

O ile z róży i cieni tej firmy jestem bardzo zadowolona to podkłady będę omijać szerokim łukiem.

Udostępnij ten post