Spóźnione wakacyjne denko...


  Wiem, wiem mamy już jesień, ale ja obudziłam się z wakacyjnym denkiem. Nie mam pojęcia dlaczego post z dnia 18 sierpnia nie pojawił się do dnia dzisiejszego na blogu. Pomińmy fakt, że jestem spóźniona i przejdźmy dalej. Jakiś czas temu pytałam Was czy lubicie denka i większość odpowiedziała, że tak. Dla mnie tego typu wpis do dobra okazja do mini recenzji produktów, które nie doczekały się osobnego wpisy na blogu.


Zacznijmy od kolorówki, bo z tym akurat mam ogromny problem. Zużyłam kolejne już opakowanie mojego ulubionego rozświetlającego korektora L`oreal. Nie ma jakiegoś świetnego krycia, ale z moimi delikatnymi sińcami radzi sobie dobrze przy czym nie wysusza. Bardzo ładnie rozświetla okolicę pod oczami i nie waży się w ciągu dnia. Gdyby nie cena i słaba wydajność mogłabym go używać już do końca życia. 

Dalej po małym upadku gdzie połowa opakowania rozsypała się udało wykończyć mi się mineralny puder Simply beautiful collection. Na początku gdy do mnie trafił był za ciemny, ale podczas lata i ja nabrałam delikatnego koloru.  Muszę pochwalić jego opakowanie, bo jak na sypki produkt było ono naprawdę dobrze wykonane dzięki czemu nie pylił się podczas aplikacji. Mam sporo przebarwień i nałożenie go solo było totalnie niemożliwe, bo nie dawał sobie rady z kryciem. Dlatego najpierw nakładałam na twarz bb krem z Under Twenty i na to ten puder. Bardzo ładnie wytapiał się, wyglądał naturalnie i co dla mnie bardzo ważne zapychał porów. Nie jestem fanką matu i akurat to, że zaczynałam się świecić po czterech godzinach byłam mu w stanie wybaczyć. Znajdziecie go na stronie DailyBeauty.

Osławiona już wcierka Jantar skusiła i mnie. Aplikacja była bajecznie prosta i przy regularnym stosowaniu faktycznie pojawiły się efektu a raczej baby hair na moje głowie. Włosy zdecydowanie odżyły i stały się mocniejsze.

Żel peelingujacy Nivea i taki produkt do którego wracam gdy nie wie co kupić. Lubie go używać po wstępnym demakijażu i w tej roli sprawdza się naprawdę dobrze. Nie zauważyłam aby jakoś wybitnie oczyszczał i peelingował, ale bardzo się z nim polubiłam.

Szampon Mrs Pottern's  aoles i jedwab podpatrzyłam u kogoś na blogu i oczywiście musiałam go spróbować. Naprawdę dobrze oczyszczał przy tym nie wysuszał skóry głowy z czym często mam problem. Włosy były po nim świeże i sypkie. Oczywiście bez jakiejś odżywki nie dałam rady rozczesać włosów, ale u mnie to standard. Dodatkowo szampon jest bardzo wydajny.

Lato to czas gdy jestem leniem balsamowym i nie chce mi się smarować, wiec z pomocą przyszedł mi balsam do ciała pod prysznic. Wersja którą miałam czyli masło kakaowe przepięknie pachnie. Produkt pozostawiał skórę miękką, gładką w dotyku przez cały dzień. Mogłam odpuścić sobie używanie moich ukochanych maseł do ciała. Jedyne, ale to wydajność, bo 250 ml wystarcza mi zaledwie na 4-5 użyć. 


W momencie kiedy jednak miałam ochotę się czym więcej wysmarować używałam  mleczka do ciała z Garnier. Bardzo ładnie pachnie, ma delikatną  konsystencje, dlatego szybko się wchłania. Nie będzie to produkt dla bardzo suchej skóry, ale akurat mnie bardzo przypadł do gustu. 


Udostępnij ten post