Trzy kroki to pięknych rzęs...czyli moja ulubiona trójca rzęsowa!


   Tuszowanie rzęs to dla mnie najgorsza czynność w makijażu. Nie lubię tego robić i zawsze zostawiam to na koniec. Mimo, że maluję się od kilku lat regularnie dzióbie się w oczy. Są dnie, że nawet mój ulubiony tusz nie trzyma się rzęs, albo kicham gdy jeszcze nie wysechł i wszytko obija się i rozmazuje.

Moim dużym problemem jest ułożenie rzęs, a właściwie to, że rosną w dół i praktycznie żadem tusz nie umie ich unieść, a jeśli już się uda to efekt znika po kilku minutach. Ostatnio jednak znalazłam swoich ulubieńców, którzy codziennie nadają moim rzęsom efekt na jakim mi zależy.



Pierwszym krokiem jest zalotka. Moją kupiłam w Rossmannie za jakieś 14 złotych. Jest to zalotka firmy Elite Models. Bardzo dobrze podkręca rzęsy i jestem z niej bardzo zadowolona.



Drugim krokiem jest baza pod tusz. Ja używam tej z Essence, która kosztuje 11 złotych. Pogrubia rzęsy i delikatnie je wydłuża.



Krokiem trzecim jest maskara. Moim totalnym ulubieńcem stała się ta z Miss Spoty czyli Studio Lash. Kosztuje około 14 złotych. Bardzo ładnie wydłuża o pogrubia rzęsy. Przez wiele godzin podtrzymuje efekt podkręcenia jaki uzyskuje zalotką. Nie osypuje się w ciągu dnia i jest naprawdę trwała. Zazwyczaj nakładam jedną warstwę przy czym na koniec podwójnie skupiam się na samych końcach rzęs.



I tak wygląda moje tuszowanie rzęs. Od kilku tygodni stosowania tych trzech produktów nawet polubiłam tą czynność i mam wrażenie, że rzęsy same się maluję, a ja im jedynie odrobinę pomagam :)




Udostępnij ten post