Trzy razy na tak czyli o kosmetykach Freedom


 Kosmetyki Freedom pokazywałam Wam już w poście z nowościami. Były dla mnie totalną zagadką i sama nie wiedziałam czego się spodziewać. Te kosmetyki są tanie, teraz dostępne w większości internetowych drogerii. Przy moim pierwszym zamówieniu skusiłam się na kilka produktów, tak na próbę! Kuszą mnie jeszcze paletki cieni i rozświetlacze, które wyglądają bajecznie! Tym razem skupimy się na tym co mam, co polubiłam i co bardzo dobrze się u mnie sprawdza.




Pierwszym kosmetykiem o którym chcę Wam powiedzieć to pojedynczy cień mono numer 209 z serii nude. Powiem szczerze, że kiedy pierwszy raz go używałam nie byłam zadowolona. Kiedy dałam mu jeszcze jedną szansę i nałożyłam na mokro totalnie się zakochałam. Ma przepiękny kolor, który świetnie pasuje na moich zielonych oczu. Jest dosyć uniwersalny, ma beżowo-brązowe tony. Bardzo dobrze blenduje się z innymi cieniami. Nałożony na mokro nie osypuje się i utrzymuje przez cały dzień.


 (nałożony na mokro/nałożony na sucho)

Kolejnym ulubionym produktem jest róż do policzków w odcieniu Rare czyli dosyć intensywny odcień różu z lekko brzoskwiniowymi tonami. Jest bardzo dobrze napigmentowany, świetnie wygląda na policzkach. Mimo parafiny w składzie nie zapchał mnie, nie powoduje niedoskonałości na mojej twarzy. 



Na koniec zostawiłam Fixing spray czyli utrwalacz do makijażu. Nigdy nie byłam przekonana za tego typu produktami. Jednak kiedy przyszły upały czym ratować się trzeba było. Spray bardzo dobrze scala makijaż i głównie za to go lubię. Jest moim wybawieniem, gdy pojawia się na twarzy efekt pudrowości. Bardzo dobrze utrzymuje makijaż i faktycznie przedłuża trwałość przy czym nie zauważyłam aby wysuszał moją skórę. 





Udostępnij ten post