Włosowe love czyli moi stali ulubieńcy


 Bardzo często dostaje pytania odnośnie moich włosów. Co używam, czy mam swoich stałych ulubieńców do których wracam. Owszem mam swoje perełki, mimo  częstych włosowych nowości. Uwielbiam nowe maski, olejki, ale mam też takie produkty, którym mogę ufać i wiem, że zawsze świetnie się sprawdzą.

Zacznę od keratynowej maski z Kallosa. Ostatnio zmieniła opakowanie, ale nadal jest najlepszą maską jaką miałam. Ma piękny, lekko męski zapach. Genialnie nawilża moje włosy, wygładza je, dzięki czemu się miękkie, sypkie i błyszczące. Przeszłam przez mleczną, algową i tą z jedwabiem, ale keratynowa sprawdza się najlepiej.

Olejek Luxe oil firmy Wella nie dość, że pięknie pachnie idealnie dociąża, ale nie obciąża włosów. Sprawdza się genialnie dla włosów puszących. Nawilża zmasakrowane końcówki, zmiękcza i nabłyszcza włosy. Dodatkowym plusem jest wydajność nawet przy codziennym stosowaniu.

Suche szampony Batiste zna już chyba każdy. Uwielbiam je za to, że na szybko możemy odświeżyć włosy, nadać im objętości. Najlepszy dla mnie jest ten w wersji Neon light. Pięknie pachnie i mam wrażenie, że pozostawia mniej białego talku niż zwykłe wersje.



Nie spodziewałam się, ze szczotka Tangle Teezer aż tak przypadnie mi do gustu. Noszę ją zawsze ze sobą. Genialnie rozczesuje włosy, radzi sobie z poplątaniem, który często występuje na mojej głowie. Nie wyrywa włosów, nie ciągnie ich, Sprawdza się zarówno na mokre jak i suche włosy. Gumki Invisibobble również polubiłam. Mam zarówno te oryginalne jak i te podróbeczki. Obie wersje dobrze się u mnie sprawdzają. Zdecydowanie lepiej trzymają włosy, nie wyrywają ich. 






















Wszystkie te produkty dostaniecie na stronie Powerlook.pl

Udostępnij ten post